Sylwester Ołdak

LINKI
SONDAŻ
Czy lubisz nieść pomoc dzieciom?
tak, bardzo
czasami
umiarkowanie
raczej rzadko
nie lubie
Strona główna › Czekają na leczenie
Sobota,   23 Marca 2013

Podarujcie 1 % ALINIE

Od 10 lat, od początku istnienia Stowarzyszenia Expatria, nie spotkaliśmy się z tak poruszającą historią jak historia Alinki i jej mamy Ireny. Dziewczynka urodziła się we wrześniu 2010 roku. Kiedy miała 6 miesięcy wykryto u niej nerwiaka zarodkowego (nowotwór złośliwy) stopnia IV S z przerzutami do wątroby i skóry.

Alina
Fot. Jakub Szymczuk/ GN
Mama Alinki odkryła pewnego dnia na udzie córeczki niebiesko - fioletowe siniaki. Palcami można było w nich wyczuć twarde grudki wielkości około 1,5 cm. Po zrobieniu USG lekarze stwierdzili, że zmiany podobne do onkologicznych są również w wątrobie. Następnie zrobiono tomografię brzucha. Znaleziono tam nowotwór lewego nadnercza i przerzuty w każdym segmencie wątroby wielkości ok. 13 mm. Dwa tygodnie później Alinka trafiła do Narodowego Instytutu Onkologicznego w Kijowie. Tam usunęli grudki z nóżek i zrobili histopatologię. Diagnozą była neuroblastoma lewego nadnercza z przerzutami do wątroby. Dużo czasu minęło zanim postawiono diagnozę i przerzuty pojawiły się też na kręgosłupie. W Kijowie nie było miejsc, żeby zacząć chemioterapię i Alina trafiła do Kirowogradu. Chemioterapia zaczęła się 4 kwietnia.

Chemioterapia bardzo osłabiała Alinę – dziecko wymiotowało, traciło na wadze. W maju, przy trzeciej dawce chemioterapii Alina dostała drgawek i wysokiej temperatury. Lekarz w szpitalu powiedział, że jest to spowodowane nowotworem i nie można nic na to poradzić. Mama Aliny zauważyła, że inne dzieci leżące na oddziale miały podobne objawy. Długo prosiła, żeby zawieźć dziecko do Kijowa, usłyszała jednak, że nie ma benzyny do karetek, a w Kijowie nie ma miejsc na onkologii. Lekarze mówili, że Alina umiera i nie można nic poradzić. Kiedy mama zaczęła grozić sądem i skargą do ministerstwa dopiero wtedy Alina została przyjęta w Kijowie. Tam zrobiono badania krwi i okazało się, że Alina ma sepsę. Dziewczynka dostała antybiotyk i po tygodniu czuła się lepiej.

Z powodu sepsy i chemioterapii Alina dostała anemii, potrzebne były transfuzje krwi. Dawcą mogła być babcia (matka ojca), która już w Kirowogradzie oddawała dla Alinki krew, mama oraz tata Alinki także mogli być dawcami. W Kijowie jednak nie pobrali od rodziców krwi i podawali krew, którą mieli w szpitalu. Wyniki badań ostatecznie zaczęły wskazywać, że stan dziecka unormował się.

Żeby wykonać kontrolne badania MIGB stwierdzające, czy neuroblastoma jest jeszcze aktywna, rodzice musieli przyjechać w sierpniu 2011 roku do Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, ponieważ tego badania na Ukrainie się nie robi.

Po badaniach w Polsce okazało się, że nie ma ani jednego ogniska neuroblastomy. Profesor Danuta Perek z CZD, stwierdziłą, że operacja jest niepotrzebna należy tylko kontrolować co jakiś czas sytuację i robić badania kontrolne.

w 2012 roku Alina znowu zachorowała na sepsę. Przy okazji leczenia i badań zdiagnozowano, że Alina jest zakażona wirusem HIV. Zrozpaczeni rodzice po raz kolejny przyjechali do Warszawy. Profesor Danuta Perek skierowała ich do profesor Magdaleny Marczyńskiej ze szpitala zakaźnego na Woli. Tutaj zrobiono wszystkie badania. Okazało się, że Alinka rzeczywiście jest zakażona HIV i jest w bardzo złym stanie. Rodzice zrozumieli, że dziewczynkę zakażono podczas leczenia w Kijowie, ponieważ ani mama, ani tata, ani babcia Alinki nie są zakażeni.

Dzięki ogromnemu zaangażowaniu profesor Marczyńskiej i innych pracowników szpitala zakaźnego na Woli Alinka jest aktualnie w dużo lepszym stanie. Zrobiono jej kompleksowe badania, zaczęła dostawać odpowiednio dobrane leki, jej odporność cały czas wzrasta. Rozpoczęła się rehabilitacja, dzięki czemu Alinka zaczęła opierać się na rękach i więcej mówić. Mała wciąż jednak nie chodzi i z dużym trudem siada.

W Polsce pani Irena uwierzyła, że Alinka może przeżyć. Odzyskała nadzieję i zaufanie do lekarzy, które straciła na Ukrainie. Dla Alinki mama chce zostać w Polsce. Tu ją leczyć i rehabilitować. Mama ma nadzieję, że uda jej się załatwić wszystkie formalności niezbędne do pozostania w Polsce tak długo, jak to będzie konieczne dla zdrowia i dobra dziecka. Niestety koszta leczenia dziecka są duże. Zarobki taty Alinki który pozostał na Ukrainie, nie wystarczają do pokrycia kosztów życia i leczenia dziecka w Warszawie. Dlatego zwracamy się do państwa z olbrzymią prośbą o wsparcie nas w tym roku Waszym 1 procentem podatku.

Wystarczy w zeznaniu podatkowym wpisać nasz nr KRS: 0000166422 i dopisać "dla ALINKI" a każda złotówka w ten sposób przekazana zostanie wydana na pomoc dziewczynce. b>

Źródło:  "Expatria.pl"      
Strona do druku - Strona do druku
Najnowsze informacje z kategorii: "Czekają na leczenie"
· Hospitalizacja Natalii
· Badania Jegora
· Rehabilitacja Nazara
· Leczenie Wiery
· Wadim z Białorusi



Nie ponosimy odpowiedzialności za treść komentarzy
Szukaj komentarzy | Zarejestruj nicka | Zobacz wszystkie
Komentarzy: (0)



Głównym celem statutowym Expatrii jest pomoc dzieciom ze wschodu. Na naszą pomoc mogą liczyć osoby indywidualne jak i dzieci z domów dziecka. Dlatego jeśli drogi jest Ci los polskich, chorych dzieci z kresów, pamiętaj o przekazaniu 1% podatku na stowarzyszenie pomocy dzieciom - Expatria. Dzięki waszym darowiznom możliwe są: rehabilitacja dzieci, zakup sprzętu medycznego, pomoc chorym dzieciom i leczenie dzieci z krajów byłego ZSSR. Nie bądź obojętny!

Prawa autorskie © Stowarzyszenie Expatria. Wszystkie prawa zastrzeżone. Andrzej Perczyński.
O nas | Kontakt
generowanie strony: 1,26