Sylwester Ołdak

LINKI
SONDAŻ
Czy lubisz nieść pomoc dzieciom?
tak, bardzo
czasami
umiarkowanie
raczej rzadko
nie lubie
Strona główna › Reportaże
Piątek,   6 Lipca 2012

Trzynaścioro dzieci pana Włodzimierza

Nesterowce do dość duża wieś leżąca na zachodniej Ukrainie, w obwodzie chmielnickim. Ten obwód, czyli po polsku województwo zamieszkuje według ostatniego spisu najwięcej osób przyznających się do polskiej narodowości. Żeby dojechać do Nesterowców należy ze stolicy regionu, z miasta Chmielnicki kierować się na południe w stronę Kamieńca Podolskiego. Dojeżdżając do wsi Dunajowce trzeba bacznie wypatrywać skrętu z głównej drogi wraz z oznakowaniem na wioskę Haniłki. Tuż za znakiem kończy się asfalt i stosunkowo dobra droga zamienia się w tragiczną. Utwardzony grunt wyłożony kamieniami jest tak nierówny, że po kilkudziesięciu metrach zjeżdżamy z niego na wyjeżdżone w polu koleiny, którymi jedzie się trochę łatwiej.

Fot. Archiwum
Po kilku kilometrach przy przystanku wśród pól i niewielkich wzniesień, czeka na nas pan Włodzimierz - mieszkaniec Nesterowiec. Jedziemy za jego wysłużoną Ładą około 15 minut. Droga nie przypomina drogi tylko najeżone kamieniami wertepy. Łada sprawnie pokonuje kolejne zakręty. My suniemy powoli za nią wybierając jak najmniej wyboistą trasę. Podejrzewamy, że na wiosnę i jesień ta trasa staje się nieprzejezdna. Spalona latem ziemia zamienia się w okresie intensywnych ulew i roztopów w grząską i nieprzejezdną masę. Potem pan Włodzimierz potwierdza nasze przypuszczenia. Jego samochód przez długie miesiące stoi wówczas nieużywany a z wioski można się wydostać wyłącznie traktorem lub na piechotę.

Nesterowce to wioska rozległa, mieszka w niej około 1500 ludzi. Jest cerkiew i kościół katolicki. Jedziemy wzdłuż płotów okalających domy, za którymi rozpościerają się pokażnych rozmiarów ogrody, z drzewami owocowymi, warzywnikami i wysokimi łodygami kukurydzy.

Fot. Archiwum
Przyjechaliśmy tu ponieważ parę dni wcześniej napisał do Expatrii 21 letni Antonii - najstarszy spośród trzynaściorga dzieci pana Włodzimierza. Antek prosił nas o pomoc w leczeniu 4 letniej siostrzyczki Agnieszki, która doznała patologicznego złamania nogi. Po złamaniu dzieckiem zajęli się lekarze z lokalnego szpitala w Chmielnickim. Rentgen ujawnił nie tylko rozmiary złamania ale i jego przyczynę: okazało się że dziewczynka ma na kości sporej wielkości guza. Lekarze postawili diagnozę "fibroznej dysplazji" i włożyli dziecku nogę w gips. Medycy w chmielnickim szpitalu nie byli w stanie zrobić nic więcej. Tymczasem guza należy zdiagnozować - zrobić biopsję, a następnie wykonać badanie histopatologiczne żeby sprawdzić jakiej jest natury. Rodzice postanowili udać się do znanej kijowskiej kliniki Ochmadyt gdzie zajmują się podobnymi przypadkami. Niestety ponieważ chmielnicki szpital nie wystawił skierowania lekarze w kijowskiej klinice nie chcieli przyjąć dziecka na oddział. Wtedy też postanowili poprosić o pomoc Expatrię.

Do domu pana Włodzimierza dotarliśmy pod wieczór. Przywitał nas czterdziestoletni, postawny mężczyzna o wesołym usposobieniu, żywym, bystrym spojrzeniu i mocnym uścisku dłoni. Żona jest wciąż w Kijowie wraz z Agnieszką powiedział po przywitaniu, Antoni uczy się i pracuje w Lublinie a drugi w kolejności starszeństwa 18-letni Leon w Kamieńcu Podolskim. Reszta rodziny jest w domu. Reszta, czyli Janka (15 lat), Maria (14 lat), Krystyna (13 lat), Bogdanka (11 lat), Kasia (10 lat), Janek (7 lat),Maksymilian (6 lat), Andrzej (2 lata), Maciej (1 rok) i najmłodsza 2-miesięczna Bogusia.

Dom w którym mieszka rodzina pana Włodzimierza jest niedawno kupiony. To duży 2 piętrowy budynek, który do niedawna był w opłakanym stanie. Od kilku lat głównie własnymi siłami pan Włodzimierz remontuje go i przysposabia na potrzeby tak licznej rodziny. Obok domu znajduje się zabudowanie gospodarcze, w którym rodzina trzyma kury i świnie. Na tyłach obu budynków rozpościera się niewielki warzywnik i 60-arowe pole, na którym pną się w górę piękne krzaki malin.

Fot. Archiwum
- Wcześniej robiłem siatkę ogrodzeniową ale to niepewny i wymagający sporych nakładów interes.

Opowiada pan Włodzimierz zapytany o źródła utrzymania.

- Stwierdziłem, że ze względu na rodzinę muszę robić coś takiego by być blisko domu i móc pomagać żonie w opiece nad dziećmi. Kiedy byłem w Polsce jadłem pyszne maliny, kupiłem krzaki i posadziłem je na tyłach domu. Krzaki owocują od końca marca do października. A maliny są przepyszne. Zbieramy je całą rodziną i zawozimy na targ w Chmielnickim. Jeszcze 3 lata temu wszyscy mieszkaliśmy w 3 pokojowej chałupce w Nesterowcach. Dzięki pracy, determinacji i oszczędnym trybie życia udało się kupić ten dom i wyremontować go z pomocą dobrych ludzi. Przede mną wciąż mnóstwo pracy, chcę rozebrać główne schody, zaadaptować strych, odnowić pomieszczenie gospodarcze, a na podwórku przed domem zrobić plac zabaw dla dzieci. Planów jest mnóstwo, byle starczyło sił - opowiada rozmarzony.

Sił jak widać panu Włodzimierzowi starcza. Cierpliwości również. Siedzimy przy kolacji, na stole pojawiły się serdelki, kiełbasa, pomidory, chleb i herbata. Pomimo później pory wraz z nami siedzą Janka, Krystynka, Bogdanka i Kasia a z chłopców Janek, Maksymilian i Andrzej. W wózeczku obok nas śpi najmłodsza dwu miesięczna Bogusia. Reszta dzieci jest na górze w sypialniach. Robię zdjęcia bo nie mogę się napatrzeć na tak pogodne i wesołe dzieci. Żadnych poszturchiwań, krzyków, walki o zabawki. Widać że w tym domu opanuje radość, optymizm, witalność. Dzieci są ufne i odważne, przypatrują się z zainteresowaniem nieznanym gościom i pozwalają fotografować. Dwójka najstarszych córek pomaga w przygotowaniu kolacji i posprzątaniu po niej. Kiedy siedzimy przy herbacie i ciastkach widzę, że nikt nie sięga po słodycze bez pytania taty o pozwolenie.

Fot. archiwum
- Czy mogę cukierka tatusiu, pyta Janek zanim sięgnie po opakowany w kolorowy celofan cukierek.

- Ludzie myślą, że tu mieszka jakaś patologia, że tyle dzieci to musi być coś z moją głową nie tak albo, że my tu pijemy alkohol i z głupoty te dzieci się rodzą. A to po prostu Pan Bóg błogosławi. Wie pan, jak tu do naszego domu ciągną dzieci z okolic? Zawsze w domu mamy kolegów i koleżanki dzieci. Codziennie odwiedzają nas dzieci sąsiadów. Ja widzę, że coś je tu do nas przyciąga. Widzę że lubią spędzać tu czas.

Rozmawiamy do 3 w nocy, jestem pod wrażeniem charyzmy i energii pana Włodzimierza. Przed pójściem spać mówi mi jak bardzo się cieszy że przyjechałem. Dzięki temu, że jesteś, dzięki temu że pytasz mnie o to wszystko, całe te moje dotychczasowe życie przeżywam ponownie. I to mi sprawia wielką radość. To znowu staje się żywe. Prawdę i dobroć należy w sobie na okrągło ożywiać, żeby nie była martwa, żeby nie była jak błoto w którym nawet żaby się duszą - filozofuje. Teraz jest bardzo ciężki okres, Agnieszka jest chora, żona ciągle płacze. Wiesz, dodaje po chwili, to nie jest łatwe mieć tak liczną rodzinę. Wiosną, jesienią, jak mam cały dom chory, dzieci zarażają się od siebie wzajemnie, ciężko to wszystko wytrzymać.

- No tak, a do tego pieniądze, ciężko chyba utrzymać tak liczną rodzinę? Pytam.

- O pieniądze to ja już się w ogóle nie martwię. Pracuję, jestem zdeterminowany, wiem że jakoś to będzie. Ale psychicznie bywa czasami naprawdę ciężko. Wsparcie duchowe to jest jedyna rzecz, której potrzebuje, i której nie jestem w stanie zapewnić sobie we własnym zakresie. Od tego mam księdza, mam spowiedź, do której muszę raz na dwa tygodnie chodzić, bo bez niej nie udźwignąłbym tego ciężaru.

Idziemy spać po 3 nad ranem. Przed snem chodzę jeszcze po domu i oglądam jak pięknie został odremontowany. Tapety, drewniana boazeria, podwieszane sufity. W salonie kominek a obok niewielki wykusz, w którym stoi figurka Matki Boskiej. Później idziemy na piętro, pan Włodzimierz pokazuje pokoje dzieci. W 4 sypialniach, na materacach leży 10 śpiących dzieci. Poszły spać kiedy my rozmawialiśmy na dole w kuchni. Nawet nie zauważyłem kiedy się to stało.

Rano, po wspólnie zjedzonym śniadaniu, pan Włodzimierz oprowadził po polu i warzywniku. Tu dosadzę jeszcze malin, tutaj, będzie kwietnik, to poprawię, to naprawię a to usunę... jak znajdę czas oczywiście. Obaj się śmiejemy. Zostawiam Panu Włodzimierzowi trochę pieniędzy na pokrycie kosztów wstępnych badań dziecka. Żegnamy się jak dobrzy znajomi.

Żona pana Włodzimierza jest w tej chwili w klinice Ochmadyt w Kijowie wraz z Agnieszką. W końcu udało się doprowadzić do przyjęcia dziecka na oddział. Zebrało się konsylium lekarskie, zrobiono biopsję. Teraz rodzice z niecierpliwością czekają na wynik badania histopatologicznego. Expatria chce partycypować w pokryciu kosztów badań Agnieszki oraz jeżeli będzie to konieczne ewentualnych zabiegów i rehabilitacji dziewczynki.

Źródło:  "Expatria.pl"      
Strona do druku - Strona do druku
Najnowsze informacje z kategorii: "Reportaże"
· Pomoc dla domu dziecka w Słowiańsku na Ukrainie
· Ukraina 2014 - wyprawa Expatrii
· Lato w Bogdanowie
· Dom miłosierdzia - Białoruś
· Nagroda Fundacji ''Polcul'' dla Heleny Dworeckiej



Nie ponosimy odpowiedzialności za treść komentarzy
Szukaj komentarzy | Zarejestruj nicka | Zobacz wszystkie
Komentarzy: (1)
pomoc
'~daer51@op.pl' o 2013-09-19 11:27:02 [ Zgłoś ]
Witam
Mieszkam pod Warszawą ale mam rodzinę blisko granicy z Ukrainą - Tomaszów Lub.
Jeśli mama z którymś małym dzieckiem (lub dwojgiem) zechciałaby przyjechać - Do Warszawy lub do Tomaszowa, na tydzień, to proszę o kontakt na e-mail daer51@op.pl
Koszty przyjazdu i pobytu moja żona i ja jesteśmy gotowi pokryć.



Głównym celem statutowym Expatrii jest pomoc dzieciom ze wschodu. Na naszą pomoc mogą liczyć osoby indywidualne jak i dzieci z domów dziecka. Dlatego jeśli drogi jest Ci los polskich, chorych dzieci z kresów, pamiętaj o przekazaniu 1% podatku na stowarzyszenie pomocy dzieciom - Expatria. Dzięki waszym darowiznom możliwe są: rehabilitacja dzieci, zakup sprzętu medycznego, pomoc chorym dzieciom i leczenie dzieci z krajów byłego ZSSR. Nie bądź obojętny!

Prawa autorskie © Stowarzyszenie Expatria. Wszystkie prawa zastrzeżone. Andrzej Perczyński.
O nas | Kontakt
generowanie strony: 1,47