Sylwester Ołdak

LINKI
SONDAŻ
Czy lubisz nieść pomoc dzieciom?
tak, bardzo
czasami
umiarkowanie
raczej rzadko
nie lubie
Strona główna › Reportaże
Poniedziałek,   27 Października 2003

W hołdzie pomordowanym polskim oficerom

Fot. Archiwum
Do Charkowa jechalam nie tylko po to, zeby przekazac pomoc od Polonii Kanadyjskiej dla dzieci ulicy. Jechalam rowniez z nadzieja, ze uda mi sie dotrzec do wspolnych mogil ponad 4 tysiecy polskich oficerow pomordowanych przez NKWD. Jazda pociagiem ze Lwowa do Charkowa trwala dobe i odbywala sie w warunkach, ktore trudno opisac - upal, bo to lipiec, okna pociagu zabite na glucho, o higienie lepiej nie mowic. Pot splywal mi z czola zalewajac oczy, odziez byla mokra, oddychac trudno. Na przeciw siedzial czlowiek drapiac sie zawziecie po lydce i rozkrwawiajac miejsca ugryzien.

Nie zdazylam nawet pomyslec, ze przeciez przez zabite okno komary nie wlatuja, gdy zobaczylam wedrujaca po scianie z gory od materacy wielka pluskwe. Nadeszla noc, bylo coraz gorzej. Otwieranie drzwi na korytarz nic nie pomagalo. Tam tez okna byly nieotwieralne. Nie odwazylam sie sciagnac materac z gory, chociaz placilam za “miejsce lezace”. Siedzialam sztywno, mokra odziez na plecach przykleila sie do sciany, coraz to zapadalam w niebyt, bo trudno nazwac to snem. Panowie z przedzialu rozmawiali pokazujac sobie oczyma mnie i moja towarzyszke z Uniwersytetu Lwowskiego. Nie mialam sily sie nad tym zastanawiac. Poprosili nagle, abysmy na chwile wyszly, pomyslalam, ze chca sie ulozyc do snu. Stojac na korytarzu uslyszalam brzek tluczonego szkla; za chwile powiedziano, ze mozemy juz wejsc. Jeden z panow nachylony nad podloga zgarnial gazeta resztki potluczonej szyby, drugi scyzorykiem wyrownywal brzegi ramy odtlukujac sterczace jeszcze kolce i wyrzucajac je za okno. Mozna bylo wreszcie odetchnac. Zrobilo sie znosniej. Tylko przejezdzajacy po sasiednich torach pociag wtloczyl nagle do przedzialu cala mase brudnego powietrza. Przyszedl konduktor, popatrzyl na okienna rame bez szyby, otworzyl usta, ale szybko je zamknal. Wygladal na slabeusza przy tamtych drabach, wiec nawet nie mruknal. Sprawdzil bilety, zyczyl dobrej nocy i wyszedl.

Drapac sie zaczelam dopiero nad ranem, gdy przejezdzalismy Dniepr. Ale przede wszystkim myslalam o wodzie - do picia, do mycia, do wszystkiego. Przestalam sie dziwic psu, ktory pije z brudnej kaluzy.

Dniepr byl piekny, to prawda, ale co z tego? Nie dalo sie wysiasc, by zaczerpnac wode. W Charkowie na dworcu czekala siostra Anna i ksiadz Pawel Chryszczak. Przydzielili nam pokoik na poddaszu w baraczku nieopodal kosciola polskiego. Najpierw poszlam pod prysznic. To szczescie my w Kanadzie mozemy miec codziennie, dziesiec razy dziennie, ale docenic je mozemy tylko w rzadkich chwilach, ot takich, jak ta teraz, nurzajac sie w czystej chlodnej wodzie.

Ksieza mieszkaja tu w blaszanych czerwonych barakach z drugiej strony kosciola. Latem wewnatrz panuje upal, bo blacha nagrzewa sie od slonca, zima podobno trudno dogrzac. W malenkim pokoiczku gniezdzil sie natenczas w “blaszance” ks. Pawel z matka i ogromnym psem-przybleda. Patrzac na te tak prymitywne warunki zycia i pracy podziwialam poswiecenie ksiezy i zakonnic. Nie da sie zestawic z luksusem, do jakiego przywykli nasi duszpasterze na polskich czy kanadyjskich plebaniach. Pewnie zyjac samemu w warunkach nedzy, latwiej zrozumiec ubogiego brata. Chrystus chodzil po ziemi skromny, zyjac w ubostwie i nauczajac, podobny przyklad dawali Apostolowie i wielu kanonizowanych swietych - nie przepychem dobr doczesnych, a swym postepowaniem. Tak tez w ubostwie zyje wiekszosc katolickich ksiezy na Wschodzie.

Przy bramie wejsciowej sa inne dwa male, rowniez metalowe, komorki: jedna na sprzet opatrunkowy, druga, na naczynia kuchenne. Tu przychodza bezdomni na posilki i na opatrunki. Rany sa przewaznie na nogach. Siostr tam bylo kilka wtedy: Anna, Samuela, Renata, Natalia, Malgorzata. Prowadza tez biblioteke katechetyczna usytuowana w wiezy koscielnej i szkole dla niewidomych dziewczat.

Ale mnie bardziej w tamtej chwili interesowal maly blaszany domek przy bramie, czyli “pokoj opatrunkowy”. Siostra Anna (eucharystka) prostuje, ze tu sie raczej opatrunkow nie robi. “Przewaznie robimy je na dworze. Gdybysmy tu wprowadzali ludzi, trzebaby za kazdym razem wszystko myc i dezynfekowac. Wszyscy przychodza tak bardzo zawszawieni… poza tym…” Dowiaduje sie, ze “najpierw trzeba zalozyc rekawiczki, wziac pensete i powybierac z ran robaki. Potem dopiero zakladamy opatrunek”.

Slucham. Najwiecej zranien pochodzi od oparzen, sa takze rany ciete, zadane w bojkach, mase jest chorob skory, wszawica jest rzecza powszechna. Z oparzeniami przychodza dzieci ulicy i bezdomni, zwlaszcza zima, gdy spia w kanalach na rurach ogrzewczych. Czesto narkotyzuja sie wdychajac butapren i nie czuja, ze zbyt rozgrzane rury parza ich gole stopy. Przychodza najczesciej dopiero ze starymi ranami, gdy juz sami nie moga sobie z nimi poradzic.

Do kanalow do dzieci schodzi siostra Renata (orionistka). W Charkowie dzieci ulicy ja znaja. Biegna do nie, gdy zobacza na ulicy. Przytula je, glaszcze, zywi, radzi, czasami na nie krzyczy. Widzialam taki obrazek. Kilkunastoletni chlopak spuscil glowe, stal i sluchal. Stara sie zabierac ich jak najwiecej, zwlaszcza te chore i najmlodsze, do sierocinca na przedmiesciach Charkowa, gdzie jednak wladze nalozyly rygory i dzieciom wolno tam przebywac tylko przez 3 miesiace. Potem, gdy dojda do zdrowia, rozsylane sa po calej Ukrainie. Odwiedzamy ten sierociniec przywozac mase prowiantu. Prowadzi go zaprzyjaznione z siostra malzenstwo. Dzieci otaczaja nas, mniejsze chwytaja konce habitu siostry i doslownie wloka sie za nia. Rozmowa toczy sie na temat, jakiego fortelu uzyc w przypadku kilkorga chorych dzieci, aby udalo sie przedluzyc okres pobytu tutaj poza przepisowe 3 miesiace.

Dawniej - mowi siostra - wsrod dzieci ulicy bylo zaledwie 5% dziewczynek, teraz stanowia az 50%, wiekszosc zarabia prostytucja.” Siostra Renata czasami przyjezdza do Polski, aby zaopatrzyc dzieci w prowianty z darow dobrych ludzi. Przekazalam jej kontakt z Fundacja Polonia, z pania Pochwalska, ktora teraz organizuje taka pomoc w Polsce; staram sie i ja kazdorazowo przed przyjazdem siostry Renaty do Polski przekazac od Polonii Kanadyjskiej troche pieniedzy. Dolar na Wschodzie ma znacznie wieksza wartosc niz w Polsce.

Nazajutrz rano ide kupowac kwiaty; siostra Anna obiecala zawiezc mnie na cmentarz. Po drodze widze scene, ktorej tez - wiem o tym - nie zapomne: maly, moze osmioletni chlopak kradnie z ulicznego straganu czekoladowy baton. Zorientowalam sie dopiero wtedy, gdy napadlo go dwoch policjantow, ktorzy nie wiadomo jakim sposobem znalezli sie natychmiast na miejscu. Odbieraja dziecku czekoladke, zakuwaja je w kajdanki, przeciagly gwizd, nadjezdza policyjna czarna karetka, chlopca do niej wpychaja, odjezdzaja.

Przechodzimy przez wielki plac, na ktorym - w centralnym jego miejscu - stoi ogromnej wielkosci pomnik Lenina. Niedaleko sa juz stragany z kwiatami. Chce zlozyc je na plycie cmentarnej od Polonii Kanadyjskiej w holdzie ponad 4300 Polskim Oficerom pomordowanym przez NKWD. Jedziemy daleko za Charkow do lasu, gdzie mial miejsce ten zbiorowy akt ludobojstwa, ale nawet kierowca slabo zna droge. “Przeciez nie jezdzi sie tu z dziecmi na spacer - usprawiedliwia sie - to smutna pamiatka. Leza tam tysiace pomordowanych oficerow roznych narodowosci, chyba ze szesc tysiecy samych ukrainskich”.

Poza brama cmentarna, po prawej stronie wsrod lasu drzew wita nas wiersz Adama Asnyka wyryty na czarnej marmurowej, pionowo ustawionej tablicy. Dalej, ukrzyzowany Chrystus i tablica ze slowami w jezyku ukrainskim. U wejscia zas stoja brazowe kolumny - jadna z orlem polskim, obok niej druga, z godlem Ukrainy.
Przed nami ogromna przestrzen wyslana biala kostka, tworzy wzniesienia, jakby mogily, a wokol las. Przez srodek prowadzi biala aleja. Po obu jej stronach brazowe plyty z nazwiskami.

Aleje zamykaja dwie wielkie brazowe plyty z krzyzem po srodku, u podstawy ktorego stoi wielki dzwon. Przed krzyzem kamienny stol i szara plyta z napisem:

W HOLDZIE
PONAD 4300 OFICEROM
WOJSKA POLSKIEGO -
JENCOM WOJENNYM
Z OBOZU W STAROBIELSKU
I SOWIECKICH WIEZIENIACH
ZAMORDOWANYM
PRZEZ NKWD
WIOSNA 1940 R.
W CHARKOWIE

NAROD POLSKI


Wszedzie na plytach wyryte nazwiska, nazwiska, nazwiska… Kwiaty od Polonii Kanadyjskiej skladam ze wzruszeniem, swiadoma donioslosci chwili, bo i nie czesto zdarza sie jechac tysiace kilometrow, aby w holdzie Zolnierzom-Meczennikom zlozyc wiazanke kwiatow. Myslami lacze sie ze wszystkimi przyjaciolmi w Kanadzie, ze wszystkimi Donatorami, bo od calej polonijnej spolecznosci sa te kwiaty.

Jadwiga Wojtczak

Źródło:  "Expatria.pl"      
Strona do druku - Strona do druku
Najnowsze informacje z kategorii: "Reportaże"
· Pomoc dla domu dziecka w Słowiańsku na Ukrainie
· Ukraina 2014 - wyprawa Expatrii
· Lato w Bogdanowie
· Dom miłosierdzia - Białoruś
· Nagroda Fundacji ''Polcul'' dla Heleny Dworeckiej



Nie ponosimy odpowiedzialności za treść komentarzy
Szukaj komentarzy | Zarejestruj nicka | Zobacz wszystkie
Komentarzy: (3) Powrót do komentarzy

Czy naprawdę uważasz że poniższy komentarz zawiera treści które klasyfikują go do usunięcia ?

    





Polacy z Podola
Moi rodzice pochodzą z przedwojennego Proskirowa dziś Chmielnicki.Tamte czasy do dziś odczuwa moja rodzina.Moim marzeniem jest aby to wszystko opisac to co wiem od rodzicow.Niejedna osoba na tej ziemi nawet niema zielonego pojęcia że takie żeczy można było przeżyc. Mama jeszcze żyje ma 84lata ,tato zmarł jak miał 67 lat. Bardzo mnie boli że dziś nam robią krzywde wykluczeni i ofiary kryzysu. Dlaczego tak ciężko byc polakiem .Zasługujemy na lepsze życie.



Głównym celem statutowym Expatrii jest pomoc dzieciom ze wschodu. Na naszą pomoc mogą liczyć osoby indywidualne jak i dzieci z domów dziecka. Dlatego jeśli drogi jest Ci los polskich, chorych dzieci z kresów, pamiętaj o przekazaniu 1% podatku na stowarzyszenie pomocy dzieciom - Expatria. Dzięki waszym darowiznom możliwe są: rehabilitacja dzieci, zakup sprzętu medycznego, pomoc chorym dzieciom i leczenie dzieci z krajów byłego ZSSR. Nie bądź obojętny!

Prawa autorskie © Stowarzyszenie Expatria. Wszystkie prawa zastrzeżone. Andrzej Perczyński.
O nas | Kontakt
generowanie strony: 2,04